środa, 27 sierpnia 2014

008. W końcu, w domu :)

Hej! Witam po dłuuższej przerwie! Dawno mnie tutaj nie było :). Nie pisałam, bo moje końcowe dni w Niemczech wyglądały ciągle tak samo, więc nie chciałam przynudzać... jednak... od czwartku już jestem nareszcie w domu. Dopiero dzisiaj znalazłam chwilę wolnego żeby coś napisać, bo ciągle coś się dzieje. Od razu po powrocie buszowałam po sklepach w poszukiwaniu sukienki na wesele... upatrzyłam sobie taką idealną zieloną, ale niestety była za mała... przywieźli mi nowy rozmiar a ta znowu jest za duża... wrr.... Całe życie pod górkę. Na szczęście mam jeszcze trochę czasu to może coś uda mi się znaleźć:). Uparłam się na zieloną, ponieważ po powrocie przefarbowałam się na rudo (już miałam dość patrzenia się w lustro i oglądania moich czarnych włosów), więc zielona będzie IDEALNA. Tak jak sobie obiecałam po powrocie do domu zabieram się ponownie za ćwiczenia i odchudzanie... Dzisiejsze bieganie mam już za sobą, trwało ono tylko 25 minut, ale po dwumiesięcznej przerwie jestem nawet zadowolona, chociaż wróciłam zmęczona jakbym nie-wiadomo co robiła... 

A tak oto wyglądam po treningu... :D Nos czerwony, więc trening udany... Do jutrzejszego treningu trzeba dorzucić może jakieś pięć minut i starać się go wydłużyć. 


Powoli też przygotowuję się do masaży... ;) Łóżko już wyciągnięte, przemeblowanie w pokoju zrobione, oliwki czekają, bańki chińskie również... ;) W tym roku postanowiłam również zacząć używać kamieni do masażu. Teraz pozostanie mi tylko czekać na pacjentów... ;)
Tradycyjnie po powrocie musiałam odwiedzić bibliotekę ;). Dni stają się coraz zimniejsze, u mnie nic tylko pada, więc parę książek jak znalazł. 
Liczyłam, że jak wrócę do domu to będzie jeszcze ładna pogoda i użyję trochę wakacji a tutaj lipa... Szkołę zaczynam dopiero czwartego września, więc odpocznę sobie jeszcze po dwóch miesiącach pracy. A z drugiej strony już się nie mogę doczekać tego czwartego...
A tutaj taka mała prezentacja... Ja w nowej fryzurze :). W końcu po dwóch miesiącach moja grzywka wróciła na swoje miejsce... ;-) 


 A to dzieło mojej babci... Nie mamy działki, więc zrobiła ją sobie na balkonie. Pomidorki są przepyszne :). 
Póki co muszę kończyć, zaraz lecę do mechanika poprosić żeby napompował babci rower, planuje jeździć rowerem póki się da. Muszę wrócić do swojej dawnej formy, będzie ciężko, ale dam radę. Babcia też planuje zgubić z dwa kilo to muszę ją mobilizować... :)
do następnego razu!



1 komentarz:

  1. Fajna zmiana koloru włosów, zielona sukienka będzie idelna :)

    OdpowiedzUsuń