poniedziałek, 27 października 2014

019. Nowy tydzień, nowy trening :)

Cześć Wszystkim! :) Jak Wam minęły ostatnie dni? Moje były bardzo udane, ostatnio praktycznie nie miewam złego nastroju mimo panującej pogody (chociaż wczorajsza niedziela była przepiękna!). Poprzedni tydzień zleciał mi dość szybko, jak zwykle chodziłam do szkoły i wykonywałam swoje treningi. Od zeszłego tygodnia też zaczęłam chodzić na praktyki! Fakt, faktem byłam tylko jeden raz, ale stres był przeogromny... Moja przyjaciółka co ze mną szła to też mówi, że spać z nerwów cała noc nie mogła, ale ogólnie było bardzo fajnie.  Pierwszym pacjentem był mój narzeczony, to masowała go Paulina (bo w sumie po co mam masować tkankę, którą już znam :D ), następnie przyszedł jakiś starszy pan z porażeniem nerwu strzałkowego i musiałam mu wymasować podudzie. Przyszły do nas też nasze dwie panie nauczycielki i zrobiłyśmy im masaż pleców i karku. Nie taki diabeł straszny ;). Dzisiaj mamy powtórkę z rozrywki i idziemy edukować się dalej. W czwartek mamy, w planach iść do naszej pani od masażu, do pracy i wymasować jej pacjentów- zawsze to jakieś nowe doświadczenie. 
* * *
A dzisiaj... Nie mogłam się wywlec z łóżka, teraz w te chłodne (ZIMNE!) dni ciężko mi wyczołgać się spod ciepłej kołderki... Nastawiłam budzik na 6, żeby od rana sobie poćwiczyć, ale musiałam rano przestawić go na troszkę późniejszy termin, i w efekcie końcowym wstałam o 6:30. Zrobiłam swój trening, od dzisiaj zaczęłam już betę, trening zleciał mi bardzo szybko, ale to pewnie dlatego, że coś nowego. Zrobiłam sobie potem śniadanko, wzięłam prysznic a teraz siedzę i pisze.

Moja inwencja twórcza. Kasza kuskus z gruszką, grejpfrutem, miodem i cynamonem. Już sama nie wiem co mam jadać, w zeszłym tygodniu co chwile robiłam sobie jajecznice. Narzeczony mówi, że powinnam ograniczyć jajka, ale dzisiaj już też mam na nie ochotę, wr :D
Serek wiejski z rzodkiewką :) Pychota.

A tutaj prezentuje Wam moją ogórkową w wersji bez mięsa. Muszę powiedzieć, że wyszła mi bardzo dobra. Nie lubię robić zup, ale ta wyszła smaczna, więc może się jeszcze przekonam :). 

Cherymoja. Jakiś egzotyczny owoc z biedronki- smakowity :)

A tutaj chwila relaksu przed praktykami...;) Gofr z dżemem i cappuccino z karmelem. 



Moja inwencja twórcza co do obiadu... Czasami już nie wiem co mam wymyślać, a narzeczony narzeka, że ma już dość ziemniaków i mięcha, więc oto prezentuje: zapiekankę z makaronem ;).
Na samym spodzie ułożyłam ciemny makaron (bio) na wierzch cukinie, polałam sosem serowym, następnie ułożyłam pomidorki i cebulę, dodałam pieprzu i trochę Vegety. W dalszej kolejności jest: papryka i biały ser, i znów cukinia... A na samej górze wcześniej podsmażone pieczarki, i znów ser i cukinia. Pychotka. Takie niby nic a jakie dobre, jadł aż mu się uszy trzęsły...
 * * *
Dzisiaj już muszę kończyć bo trzeba wracać do nauki :), potem lecę do miasta kupić żwirek dla królika i małe co-nieco. O 14:15 mam autobus do Leszna, żeby dojechać na praktyki :)
buziaki!

1 komentarz:

  1. Cherymoja? A cóż to takiego? :D
    Pokaż swojego królisia! :)

    OdpowiedzUsuń