niedziela, 14 grudnia 2014

026. Krótko :)

Cześć! Jak Wam minął ostatni tydzień? :) Ja wpadłam na chwilę, żeby coś naskrobać. Nie mogę się doczekać świąt kiedy wpadnie do mojego życia trochę więcej czasu... Ostatni tydzień minął mi... szybko! Dni leciały jeden po drugim, pewnie dlatego, że każdy był zapełniony obowiązkami od rana do wieczora... Poniedziałek miałam wolny, to wybrałyśmy się z babcią do Leszna na zakupy... Trzeba było kupić sobie nowe ciuszki, bo wybierałyśmy się na chrzciny. A za mną ogólnie chodziła spódnica, więc w końcu musiałam ją zdobyć.
We wtorek już musiałam pojechać do Leszna, bo w środę mam zajęcia w szpitalu... Niestety są na 8, więc jakbym jechała z domu to musiałabym wstać o 4:30 i jechać autobusem o 6, a tak to spotyka mnie taki luksus, że śpię do 5:30. Ech... godzinka dłużej. I tak od 8 walczyłam w szpitalu z pacjentami, cały dzień robiłam ultradźwięki, już naprawdę sto razy wolę się męczyć i masować niż tylko siedzieć i podłączać prądy. BR! Jeszcze tylko dwie wizyty w szpitalu i na szczęście koniec. Po powrocie tradycyjnie trening i ostatnio znów zaczęłam biegać. Fakt faktem, że tylko wkoło komina, ale dla podtrzymania kondycji trzeba trenować. W tym tygodniu może skuszę się na stepper. Czwartkowy dzień był dniem szkolnym, rano miałam trochę anatomii a potem przyszła do nas pani dietetyk opowiadać o jedzonku... Nie spodobał jej się mój owocowy jogurt- wykluczam je już całkowicie z jadłospisu :). Z jednej strony, skoro one nie dają mi żadnych wartości odżywczych, to faktycznie, po co ja to jem?! Trzeba dbać o swoje zdrowie teraz bo potem będzie za późno :). W piątek miałam zajęcia rano i wieczorem, ale kiepsko się czułam i wytrwałam tylko na jednych. Mieliśmy drenaż limfatyczny kończyny górnej, nic, w weekend będzie trzeba na narzeczonym poćwiczyć. Czeka go piątek pełen relaksu... ale nie ma co bujać w obłokach bo przed nami dopiero poniedziałek :). W sobotę byliśmy na chrzcinach- starałam się nie objadać, ale sernik był taki pyszny, że skusiłam się na dwa kawałki :D. Wieczorem pojechaliśmy z Misiem, bratową i jej menem na lody. Niedziela niestety do południa spędzona w szkole, ale wieczorem znów wybraliśmy się na lody- piernikowe, cynamonowe i makowe <3. CYNAMONOWE to NIEBO w gębie. Polecam jak ktoś będzie w grycanie. Babcia na chrzcinach tak cykała fotki, że nie mam żadnej z Misiem, br :(, ale jeszcze może coś będzie.. 
* * *

A od przyszłego tygodnia biorę się za przygotowywanie wigilii... Zacznę robić pierożki, makiełki, jednego dnia zrobię rybę po grecku... Już nie mogę się doczekać, mimo tego, że oknem jest mało świątecznie... Lampki niby się święcą, ale jednak brakuje tego śniegu :( Mam nadzieje, że jednak na święta się zdecyduje i spadnie. Ciesze się, bo to będą takie pierwsze prawdziwe święta moje i miśka :) Wspólnie ubrana choinka, razem będziemy się krzątać w kuchni... To będzie magiczny czas :).
No nic, pora się zbierać do spania, jutro kolejny ciężki poranek, trzeba wstać po 5.
Do usłyszenia!

5 komentarzy:

  1. Cute skirt :

    http://sbr-fashion-fashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze wspólne święta z facetem - super, to bardzo miło tak się wreszcie rodzinnie razem poczuć :)
    Jogurty owocowe są faktycznie bez sensu - raczej jako deser trzeba je traktować, niż posiłek. Ale taki jogurt naturalny z dosypanymi owocami już jak najbardziej wskazany ;)
    I ładna spódnica!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz 21 lat i przygotowujesz potrawy na Wigilię?! To super! Ja do tej pory (a mam 36) korzystam z przywileju bycia gościem na wigiliach u mamy i teściowej...;)

    A spódnica śliczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygotowuje... Zobaczymy co z tego wyjdzie :). Dziękuję :-)

      Usuń
  4. Piękna <33
    http://kasjaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń