niedziela, 4 stycznia 2015

029. 2015 :-)

Mamy już 2015 rok, nowe cele i postanowienia, ja swoje już zaczęłam realizować. Chcę do zera wyeliminować z mojej diety słodycze (a jak już na coś przyjdzie ochota to zrobię to sama) bo w sumie, po co je jeść? Zbędne kalorie. W weekendy planuje biegać- teraz skusiłam się na steppera, bo na dworze wieje jak ta lala. Jeszcze dobrze się nie wykurowałam, więc trzeba na siebie uważać :). 
Wracając do kilku ostatnich dni... Sylwester minął mi spokojnie, rano zrobiłam zakupy, poszłam do banku i szykowałam się na sylwestra. Po 16 przyjechał mój narzeczony i już siedzieliśmy razem czekając na gości. Impreza zaczynała się o 19, ledwo przyszliśmy już podali pyszną kolacje- kaczka w sosie koperkowo-pomarańczowym z ryżem- pychotka. W sumie nie było nawet co od stołu odchodzić, bo ciągle podrzucali jakieś pyszności. Na stole szwedzkim można było skusić się na sushi i łososia. Jak to na takich zabawach bywa nie zabrakło też zup- zjadłam strogonowa i wypiłam barszcz przygryzając krokietem, bo za flakami nie przepadam. Przed północą wjechała świnia, ale jak zobaczyłam jej zęby i pyszczek, to aż mi się jeść odechciało, tylko zaserwowałam mięsko narzeczonemu :p. Nie widział to zjadł ze smakiem... Tradycyjnie wytańczyłam się z miśkiem, bo co to za zabawa jak tylko siedzi się przy stole... Balowaliśmy do 3 a potem domek i ciepła herbata :). 
....z narzeczonym :*
W dniu sylwestra przygotowałam obiad już na drugi dzień, żebym nie musiała od rana tłuc się w kuchni, a że mieliśmy gości to zupa była najlepszym rozwiązaniem :). Zrobiłam tradycyjnie ulubioną zupkę Przemka czyli- po meksykańsku. Misio jadł aż mu się uszy trzęsły. Nasi znajomi nie są z Góry, więc poszliśmy na krótki spacerek, żeby im pokazać co i jak. W mojej miejscowości to 15 minut i całe miasto idzie obejść :D. 
Po południu pojechaliśmy do rodziców, teściu miał urodziny łącznie z imieninami, więc pojechaliśmy z prezentem, musieliśmy zostać do piątku, bo Przemo szedł w piątek do pracy a potem ponownie wracaliśmy do Góry...;) Jeżdżenia a jeżdżenia. W piątkowy wieczór zrobiłam swój trening- Przemo swój potem pograliśmy trochę w diablo. A sobota... dzień jak co dzień... Rano trening a potem granie, gotowanie... NUDA!:) Dzisiaj rano zrobiłam na śniadanie owsiankę z jagodami- była pyszna. Znudziło mi się robienie codziennie rano placków owsianych i chyba przerzucę się teraz na owsiankę z owocami :). Po śniadaniu poszliśmy do kościoła a po powrocie szybko coś zjedliśmy i wróciliśmy do Leszna, bo ja miałam szkołę. Zajęcia skończyłam po 15, przyjechał Przemo poszłam na autobus a tam lipa... Nie przyjechał. Podjechaliśmy do niego na herbatkę a potem znów na PKS... a tam dalej lipa, więc musieliśmy zrobić rundkę do Góry autem ;) Misiek potem wrócił do domu i tak teraz ja siedzę tutaj i piszę  pan P u siebie. Teraz trzeba wytrzymać bez siebie do piątku :p. Dziwnie tak, cały czas razem a tutaj nagle BUM i samotność. Bądź co bądź w tym roku już możemy mówić, że wesele za ROK, jeszcze półtora roku i będziemy ciągle razem :* 
A jutro poniedziałek i śmigam do biblioteki wypożyczyć książki, żeby realizować swoje noworoczne postanowienie- 52 książki trzeba przeczytać w rok.
Na dzisiaj już kończę, od jutra wracam do mojego starego rytmu- to wylegiwanie się w łóżku zrobiło się bardzo męczące, nie byłam taka padnięta jak wstawałam o 5 rano i cały dzień byłam na nogach niż teraz leząc do 8 :p. Do następnego razu!!

buziaki!

5 komentarzy:

  1. Hahah, przeczytałam, że skusiłaś się na striptizera :))) to by było!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę ciężko jest zmienić porę wstawania (w moim przypadku z 12 na 7), ale już dość tego wylegiwania. ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przez L4 od 18 grudnia siedzę w domu -.-' więc możesz sobie wyobrazić jak bardzo wyczekuję powrotu do rzeczywistości, juz jestem zmęczona tym odpoczywaniem ;0

    OdpowiedzUsuń
  4. Sylwester czytam ,że udany :)
    Ajej też bym nie zjadła takiej świnki :D
    Zdecydowanie wolę zupki- a taka meksykańska- pycha <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładnie wyglądacie z narzeczonym:)

    OdpowiedzUsuń