poniedziałek, 26 stycznia 2015

034. Miesiąc Insanity za mną + pierwszy kryzys

Cześć i czołem! W piątek wykonywałam swój ostatni trening z pierwszego miesiąca Insanity Max 30. Jak oceniam efekty? W sylwetce widzę poprawę, zbędne kilogramy niby spadają, a z drugiej strony niby nie spadają.. Hm.. W weekend byłam u narzeczonego i zostawiłam u niego spodnie, w które ledwo się zapinałam- a teraz CUD. Weszłam w nie bez żadnego problemu, męczenia się czy wciągania brzucha!! Krótko mówiąc miesiąc morderczego treningu plus co jakiś czas przebieżka zrobiły swoje. Wszystkie treningi ogólnie mijały mi bardzo szybko- ledwo zaczynałam ćwiczyć a ja zerkam- minęło pięć minut rozgrzewki, potem patrze jest 20 minut i upragnione 30. Ledwo zaczynam to już mam koniec. A dzisiaj zaczęłam już drugi miesiąc- niektóre ćwiczenia się wiadomo powtarzają, ale są zmodyfikowane, żeby dawały większego kopa i była mała modyfikacja po każdym zestawie poprzez dodatkowe ćwiczenie :). Pierwszy dzień oceniam na plus! 
A w sobotę miałam PIERWSZY poważny kryzys... Od 2.01 ostawiłam słodycze na boczny tor i zrezygnowałam całkowicie z drożdżówek, pączków, ciasta, batonów i innych ZŁYCH rzeczy. Przez cały ten okres detoksu od niezdrowych przekąsek czułam się wyśmienicie aż tutaj nagle, jestem w biedronce przy cukierkach i naszła mnie taka ochota na słodkie, że mój organizm prawie co nie eksplodował :( . W każdym razie, zrobiliśmy z Przemem zakupy i wróciliśmy do domu... Chodziłam jakaś smętna, zaliczyłam nawet popołudniową drzemkę, ale jak się obudziłam to wcale nie było lepiej. Byłam jakaś przygnębiona, smutne, że nawet z oczek zaczęły spływać mi wielkie grochy... :( Wyżaliłam się narzeczonemu, poszłam zjeść na kolacje omleta z dżemem... iiii.... PRZETRWAŁAM! Nie dałam się tej pokusie- dzisiaj mija już 25 dzień jak nie jem słodyczy i jestem z siebie dumna, że przetrwałam ten ciężki dzień- teraz tylko będzie lepiej. Dzisiaj zrobiłam sobie na takie chwile załamania owsiane ciasteczka, żeby jak najdzie mnie głód to ewentualnie coś sobie poskubać. Ostatnio po tych treningach mam wrażenie, że jestem wiecznie głodna- niby zjem kolacje, czuje coś tam w tym moim żołądku, ale dumam co by tutaj jeszcze zjeść :). 
Wczoraj dostałam obciążenie na nogi i muszę niedługo iść pobiegać żeby je wypróbować :) Mam nadzieje, że nie polegnę już po pierwszym kilometrze. W sobotę zrobiłam sobie mały trening
 i przebiegłam 3,8 km. Na dzisiaj kończę, do usłyszenia!:)



10 komentarzy:

  1. podziwiam ja mam cały czas kryzysy .......ehhh

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow podziwiam za Insanity:) Ja mam czeka i patrzy za mną... chyba od lutego się zabiorę....
    Co do kryzysów to gratulacje ze się nie poddałaś! A może sobie ustal jeden dzień w tygodniu, kiedy to możesz zjeść np 2 kostki czekolady? Czasem taki dzień się pzrydaje, wiadomo nie chodzi o to zeby się rzucić na górę słodyczy ale żeby zjeść coś dobrego i z głową:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje ze się nie poddałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pod wrażeniem Twojego samozaparcia. Mi nadal trudno ruszyć tyłek z kanapy..

    OdpowiedzUsuń
  5. Super Ci idzie! I ze słodyczami i z Insanity :) Trzymam kciuki za dalszy detoks i za ćwiczenia :) Ja wreszcie w tym tygodniu kończę sesję, więc wreszcie nie będzie mi szkoda czasu, żeby wyjść i poruszać się ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie Ci idzie :)
    Ja od lutego zaczynam znowu detoks :)
    Poprzedni trwał prawie 40 dni :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję samodyscypliny, na prawdę podziwiam!
    P.S. Dobry ten obrazek :P

    OdpowiedzUsuń
  8. podziwiam i życzę wytrwałosci ! :))

    http://sniadanielejdis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję samozaparcia, oby tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Insanity Max? muszę się zapoznać z tematem.. :) Oj tak, Shaun T daje strasznie w kość.. :) Dużo motywacji życzę !:)

    OdpowiedzUsuń