niedziela, 8 marca 2015

036. Dłuższa przerwa+ferie+choroba

Cześć i czołem! :) Witam Was po tak dłuugiej i nieoczekiwanej przerwie! :( Jak Wam minął ten miesiąc? Mi nie-najgorzej. Tradycyjnie robiłam to co zwykle ćwiczenia-szkoła-dom-ćwiczenia-dom-szkoła. W międzyczasie zdążyłam skończyć już INSANITY MAX 30! Byłam z siebie bardzo dumna, że przetrwałam przez cały trening i mimo bólu nie poddałam się. Trzynastego lutego wyjechałam na ferie do mamy, do Niemiec, spędziłam szesnaście godzin w autobusie, ale ja jak to ja, ledwo weszłam od razu zasnęłam, więc droga minęła mi błyskawicznie. Ledwo rano przyjechałam to od razu wzięłam się za trening a potem odpoczywanie. Dwa tygodnie minęły mi bardzo szybko, w między czasie był tam Rosenmontag, więc jeszcze miałam okazje z bratem upolować parę cukierków :p.
Nasze łupy....;) Oliver całą drogę powrotną do domu dopytywał się, czy 'coś mu dam.' Mały łasuch, ledwo otwiera oczy to już myśli co by tutaj zjeść słodkiego... ;)

Pierwszy tydzień moja mama miała wolne, więc tradycyjnie trzeba było pojechać do galerii i pobiegać po sklepach...;) W sumie to kupiłam sobie tylko rzeczy do biegania i na siłownie, sprezentowałam sobie nowe butki, spodnie, bluzki, spodenki i inne potrzebne gadżety :)
...a po zakupach obiad musiał być ;) Mało dietetyczna rybka w żółtym serze z warzywami ;) Niebo w gębie...

Obiadem gardzi, ale frytki zawsze spoko. ;) W sumie to jak przyjechałam to byłam jego przyjaciółką a potem nie, bo 'gadałam mu głupoty' i 'dokuczałam mu na schodach'. Codziennie rano prowadzałam go do przedszkola i tylko się dopytywał czy na pewno też potem po niego wrócę- mały słodziak.





Podczas całego mojego pobytu udało mi się biegać 3-4 razy w tygodniu. Jednego razu przebiegłam nawet 7km, więc udało mi się poprawić swój dystans o 2 kilometry. Cieszą mnie takie male sukcesy. W drugim tygodniu, kiedy mojej mamie zaczęła się szkoła poszłam z nią dwa razy na sprachkurs, było bardzo fajnie, jakbym chodziła tam systematycznie myślę, że mój język niemiecki byłby na wyższym poziomie :p. Praktycznie całe dwa tygodnie trzymałam się i nie jadłam żadnych słodyczy... a w ostatni dzień dopadłam się do pączka i czekoladowych cukierków.. Nie wspominając, że skusiłam się na durum, które ma pewnie z 1000 kcal.... Mimo to nie ma co rozpaczać moja walka trwa dalej ;) 27.02 wyjechałam do domu i tak już tydzień siedzę w domu.;)







Po powrocie oczywiście trzeba było wskoczyć w swoje dawne obroty ;). Zaczęłam nowy trening p90x3 i dostałam od narzeczonego karnet na siłownie, więc od marca ostro ćwiczę. Na siłownie chodzę tak 3 razy w tygodniu a przed tym codziennie w domu robię trening. 
W środę rano przed szkołą chciałam iść oddać krew, nie dość, że nie mogła się pani wbić w żyły, bo powiedziała, że mam cienkie to nic nie chciało lecieć i musiała męczyć mojego palucha... ; < Niestety wyniki wyszły mi złe i okazało się, że mam anemię :(. Zdrowo staram się odżywiać a tutaj takie niespodzianki... Wr. Na drugi dzień poszłam do lekarza to jeszcze jakieś przeziębienie mnie chwyciło i cały weekend spędziłam w łóżku... W piątek wieczorem musiałam jechać z narzeczonym na pogotowie bo tak mnie plecy bolały, że leżałam i ryczałam w tym łóżku- mięczak ze mnie :p. Na szczęścia wyleżałam się przez weekend w łóżku, i od jutra mogę znów śmigać na siłownie. Trzeba spalić zbędne kalorie, bo niestety leżałam w łóżku i myślałam o czekoladzie, więc na poprawę humoru trochę podjadłam. :) Wytrzymałam bez słodyczy dwa miesiące a teraz zaczynam walkę na nowo. Mam nadzieje również, że będę teraz częściej mieć czas żeby pisać posty. :) Teraz mykam poczytać Wasze blogi i do wanny ;). Buziaki! :*


4 komentarze: