czwartek, 28 maja 2015

046. Zachcianki :))

Dobry wieczór! :>
Mamy czwartek, więc niedługo skończy się mój tydzień odpoczynku, który mimo moich wcześniejszych obaw był naprawdę relaksujący. Myślałam, że będę zdenerwowana brakiem ćwiczeń, jednak jakoś dałam radę, przez cały czas czułam wilczy apetyt i brakowało mi paru rzeczy w ciągu dnia, ale ciągle miałam coś na głowie byłam w ruchu, i nie odczułam tego tak bardzo. We wtorek udało nam się z babcią tylko wyskoczyć na rowery- braciszek chciał odwiedzić drugą babcie, więc miałyśmy wolne popołudnie :). 
Ostatnio jestem jeszcze bardziej głodna niż wcześniej- czasami mam wrażenie, że pochłonęłabym wszystko co mi pod nos się podstawi :x. Od jedzenia na zmianę: kurczaka, ryżu, razowego makaronu i omletów to aż na samą myśl o tym jest mi niedobrze.....Dobrze, że teraz jest sezon już na świeże truskaweczki, szparagi i ziemniaki. Ostatnio odkryłam smak zielonych szparagów, są NIEZIEMSKIE! Jak byłam młodsza babcia zrobiła zupę szparagową, która wylądowała za oknem... od tamtego czasu jakoś omijałam takie obrzydlistwa, ale coś mnie na targu naszło i był to strzał w dziesiątkę. Tak samo z pomidorami- kiedyś na samą myśl o nich było mi niedobrze a teraz tylko patrzę, żeby wszamać kanapki z pomidorkiem albo wypić sok pomidorowy- najlepiej taki na ostro z chili >mniam<  Na 'stare lata' kubki smakowe mi się zmieniły, organizm mówi STOP niektórym produktom. Podczas mojej tygodniowej przerwy miałam się nie ważyć, ale mimo wszystko waga dalej ze mną wygrywa- otwieram oczy i WIEM, że muszę na nią pobiec i skontrolować co i jak- to jest jak uzależnienie, jak nie sprawdzę co i jak to dzień stracony- świra można z tym wszystkim dostać ;). Dzisiaj tez miałam na coś ochotę to poszłam z psem na spacer, i zahaczyłam o tesco. Pochodziłam w dziale ze słodyczami i lodami, jednak potrzymałam się, bo wyobraziłam sobie, że jestem gruba- podziałało. Przegrałam jednak z Coca-Colą. 
Mój mały dzisiejszy grzech...;-) Zaraz muszę lecieć do łóżka, gdyż jutro mam egzamin z masażu, więc trzeba jechać rano do Leszna co wiąże się z pobudką o 5:30. Przez cały miesiąc budziłam się po 5 a jutro pewnie wstanę półprzytomna. Miesięczna przerwa była bardzo miła, ale chętnie wrócę na zajęcia- w nagrodę po zajęciach lecimy z kumpelą na naleśniki- taka mała tradycja. Powtarzamy sobie co piątek, że 'to jest ostatni raz', ale naleśniki z lodami, albo prażonym jabłkiem są TAAAAAKIE pyszne i jak tutaj nie iść :)? Później śmigam do narzeczonego i jedziemy do domu, bo chcę jeszcze o solarium zahaczyć, byłam już dwa razy i ogólnie jestem opalona, ale boczki mam jakieś BIAŁE, więc muszę coś z nimi zrobić. Kpina!


* * *
Dobranoc! ;-)

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Ola! :)
    Nominowałam Cię do zabawy Liebster Blog Award. :)
    Mam nadzieję, że weźmiesz udział w zabawie. :D
    http://keepdestination.blogspot.com/2015/05/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak masz super figurę! ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam słabość do naleśników... i chyba sobie jutro zrobię, narobiłaś mi apetytu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobnie z pomidorami, tylko, że ja kiedyś lubiłam je tylko na surowo, a od pieczonych itp było mi aż niedobrze, a teraz mi w każdej postaci smakują :)

    OdpowiedzUsuń