środa, 29 lipca 2015

057. Przemiana :)

Cześć Kochani! Jak tam mijają Wam ostatnie dni? Moje dni ostatnio się nie zmieniają, cały tydzień spędziłam praktycznie w domu. Mój luby przyjechał już w czwartek, bo niestety zmarł babci brat i byliśmy na pogrzebie :(. Cała rodzina się zjechała, co niektórych widziałam prawie 10 lat temu na pogrzebie pradziadka. Człowiek ciągle jest w biegu, że nawet nie ma kiedy pojechać kogoś odwiedzić. My z Przemkiem to w sumie trzymamy się z bliższa rodziną, ale to w sumie wiadomo. Piątek P. wziął urlop, więc mieliśmy dłuższy weekend. Na piąteczek mój kochany zażyczył sobie ryż z warzywami, i rybkę :) Zjedliśmy smaczny obiadek i ruszyliśmy na basen, wieczorem pooglądaliśmy Harrego Pottera, a w sobotę zrobiłam swój trening i pojechaliśmy do Leszna, szwagierka miała imieniny i robiliśmy grilla :) Skusiłam się nawet na kawałek tortu i placka :D a jak dosadziłam się do cukierków to wciągnęłam chyba z 10 krówek- uwielbiam :) W sobotę jeżeli chodzi o jedzenie, i moją dietę to przegrałam na całej lini.... Niedziela miała być lepsza... Nawet nieźle się zapowiadała :) Wstaliśmy, poszliśmy na rower zjadłam śniadanie po powrocie, poszliśmy do kościoła, posiedzieliśmy następnie obiad, pyzy, fasolka, kalafior i roladka :) Nawet odmówiłam sobie ciasta... A potem zebraliśmy się w sobie i pojechaliśmy na galerię, a w drodze powrotnej zgłodnieliśmy, wiec poszliśmy wypróbować nowy kebab...:D Porcja nie była oszałamiająca, wiec zahaczyliśmy o bułkę z masłem na sok i gorącą czekoladę... Dieta tak bardzo :)
Pyszne było!! Po powrocie mój prawie maź mówi, ze trzeba jeszcze zjeść milkę z oreo, także daliśmy czadu przez cały weekend. A w poniedziałek tradycyjnie wszystko wróciło do normy, regularne posiłki, dużo owoców, zero słodyczy! Nawet nie dałam się skusić na lody!!
Grzanki z malinami..;)
Omlet z jagodami, wrzuciłam jeszcze musli z melasa, które zakupiłam w Rossmanie- bardzo dobre :)
A tutaj mix. Maliny, jagody, orzeszki ziemne w karmelu, i jogurt naturalny :) Bardzo syte i smakowite!!!!:)
Grzanki z bananem.
                             ***
Doczekałam się :) Zachęcam do rejestrowania się na stronie: www.dawca.pl :) 
A co to za świnka po lewej?:D Na górze prezentuje Wam moją roczną metamorfozę. Zaczynałam pewnie prawie jak każdy. Milion prób- milion niepowodzeń. Czasami udawało mi się schudnąć, żeby w ciągu miesiąca wrócić do punktu wyjścia, albo być jeszcze bardziej na plusie. W sumie, w pierwszych etapach mojego "odchudzania" to nic nie robiłam, zero ćwiczeń, zero aktywności fizycznej, trochę tylko ograniczyłam jedzenie. Miałam kiedyś takie okresy w życiu, że mogłam siedzieć i jeść aż dna nie było widać, albo ciastka się skończyły!!! Doprowadziłam się do takiego stanu, ze od jedzenia (niezdrowego jedzenia oczywiście) ciągle bolała mnie głowa, było mi niedobrze i nabawiłam się refluksu. Lekarz mówił, że słodycze w końcu mnie wykończą...  Pamiętam jak dziś, że wtedy postanowiłam wziąć się za siebie. Nastawiłam budzik na 6 i mowie: IDĘ RANO BIEGAĆ, cała noc kiepsko spałam, budziłam się i mówiłam, że może nie pójdę, jednak udało mi się przezwyciężyć lenistwo i zrobiłam to! Zaczęłam swoje życie na nowo :) Początkowo moje bieganie to było takie bardziej chodzenie, ale z biegiem czasu szło mi coraz lepiej. Wdrożyłam w życie jeszcze ćwiczenia z Chodakowską i kilogramy zaczęły lecieć...:) W między czasie Przemek mi się oświadczył i na wakacje wyjechałam do opieki. Ćwiczyłam tam przez dwa miesiące z Mel B, dużo jeździłam rowerem, od czasu do czasu biegałam. Przez pierwszy miesiąc nawet nie jadłam słodyczy, ale potem zaczęłam niestety zajadać tęsknotę... W miedzy czasie zainstalowałam na telefon FatSecret i liczyłam co jem. Miałam okres, że ważyłam około 65-67 kilo, a jak waga pokazywała 60 albo 56 to cieszyłam się jak głupia :D Mój Kochany w międzyczasie też zajął się ćwiczeniami, wiec zrezygnowałam z Ewki, i zabrałam się za Shaun T i Tonnego, z czego jestem bardzo zadowolona. Dodatkowo zaczęłam ćwiczyć z obciążeniem czy gumą, a przebiegnięcie 10 kilometrów nie stanowi dla mnie poważnego problemu. Z czasu jeszcze nie jestem zadowolona, ale w końcu dojdę do perfekcji :) Patrząc na moje efekty i samopoczucie to dobrze zrobiłam zmieniając styl życia i upodobania :) Było cieżko, bo miałam pare załamań, chęci mi brakowało. Na szczęście zawsze mam wsparcie w postaci narzeczonego, chociaż wydaje mi się, że sama też się świetnie motywuje. Cieszy mnie tylko fakt, że oboje złapaliśmy takie bakcyla i lubimy też ćwiczyć razem, kolejne wspólne hobby :) Najgorsze, albo może najlepszym faktem zrzucenia paru kilo był fakt wymiany ubrań na mniejsze, z rozmiaru L przerzuciłam się na xs-s. Teraz mogę coś kupić bez mierzenia :D. Minusem tego wszystkiego jest, że musiałam też wymienić bieliznę...:x Biust ucierpiał, ale w sumie niczego mi nie brakuje. Zawsze się martwiłam, że schudnę i nic nie będę miała, jednak wiem, że dla mojego lubego jestem piękna bez względu na wszystko :) Kochał mnie w sumie jak było mnie ponad 10 kilo więcej :) Wsparcie bliskich osób jest ważne, ale i tak uważam, ze ważniejsze jest nasze samozaparcie i chęć do zmian :) Bo co nam po wsparciu skoro my nic nie chcemy w sobie zmienić?:) Trzeba pamiętać, że sami jesteśmy kowalami swojego losu, niby wiadome, ale jak często o tym zapominamy. Nie ma co zganiać swoich niepowodzeń na kogoś innego. Pamiętajcie, że możecie zmienić WSZYSTKO!!!:) Wystarczy chcieć. Na dzisiaj kończę, jak pojawiły się jakieś błędy to wybaczcie :) Zainstalowałam aplikacje Blogger na telefon, więc teraz mogę skrobać ze swojego fona:D
Buziaki!!;)

16 komentarzy:

  1. Ale efekty ! U mnie zawsze coś słodkiego się wkradnie ale nie dajmy się zwariować ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za efekty! Kochana, cudowna przemiana! :) Ach, kiedy patrzę na te wszystkie zdjęcia, uświadamiam sobie, że gdybym się przyłożyła, sama już dawno pozbyłabym się niechcianego tłuszczyku tu i tam, jednak dbam o siebie takimi zrywami. Raz wszystko jest w porządku, innym razem wcale nie ćwiczę i pożeram słodycze tonami.
    A kiedy wspomniałaś o refluksie, przyszło mi na myśl, że może i u mnie pojawił się on od słodyczy? Zastanowiłam się i wydaje mi się, że kiedy jem ich mniej, to refluks zdecydowanie rzadziej mi dokucza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od kiedy słodkie ograniczyłam do minimum to czuje sie swietnie :) chociaż tak czasami cos za mną chodzi, że cieżko wytrzymać...:)

      Usuń
  3. Widać efekt od razu tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniała metamorfoza, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No nareszcie się doczekałam posta, tak tu zaglądam i zaglądam i w końcu coś się pojawiło ;D Niesamowita przemiana, wyglądasz super! Oj tam słodycze, już tyle osiągnęłaś, że trzeba sobie czasem pozwolić na coś pysznego. Fajnie, że Twój Ukochany jest takim wsparciem, bliska osoba, która motywuje to skarb ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała zmiana kochana!!!:),wyglądasz cudownie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ładne efekty! Gratuluję Kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam oglądać takie efekty!:) serdecznie gratuluję. Jeśli się chce to można!:)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow :) Gratuluje swietnych efektow.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kusisz bardzo tym jedzonkiem :-) Świetna metamorfoza!!! Jesteś przykładem że dla chcącego nic trudnego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Efekty genialne! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń