poniedziałek, 15 sierpnia 2016

067. Długa przerwa.

Cześć i czołem wszystkim! W końcu usiadłam przed komputerem i postanowiłam zabrać się za pisanie mojego zaniedbanego bloga... W sumie jak spojrzałam na datę to jestem bardzo zaszokowana, że mój ostatni post był PAŹDZIERNIKU! Szok i niedowierzanie. Ogólnie to muszę przyznać, że zabierałam się za pisanie posta kilka razy, ale zawsze szło mi to mozolnie i pod górkę. Może tym razem pójdzie mi lepiej. Szczerze mówiąc jak był rok szkolny miałam bardzo ograniczony czas, od poniedziałku do piątku zajęcia, ciągle coś na głowie, bardzo dużo nauki... Nawet w weekendy trzeba było ślęczeć nad książkami a mój Jedyny potem musiał mnie odpytywać- a z Niego to jest naprawdę baardzo wymagający nauczyciel...:) Bądź co bądź- rok szkolny przetrwałam, wszystkie egzaminy zaliczyłam- zaczęło się upragnione lato i odpoczynek. Postanowiłam jednak, że w wakacje odrobię sobie praktyki- zamiast chodzić w listopadzie (bo wtedy już będę po ślubie- inne obowiązki itp itd.). Praktyki miały trwać 20 dni i nawet nie wiem kiedy to przeleciało, poszłam pierwszego dnia i po powrocie mówię 'no jeszcze 19' a nim się obejrzałam to została mi zaledwie godzinka. Obecnie robię technika farmaceutę, więc jak wiadomo praktyki odbywały się w aptece- było bardzo miło, sympatyczne kierownictwo, pracownice- żyć nie umierać. Wszyscy serdeczni i uśmiechnięci- do takich aptek warto chodzić :). W międzyczasie wybraliśmy się z moim P. na zdjęcia narzeczeńskie, potem tym oto sposobem cały lipiec minął w mgnieniu oka. Od sierpnia zaczęliśmy remontować nasze małe cztery kąty, żeby to po ślubie każdy był zadowolony a nasze gniazdko odnowione. Nie sądziłam, że z naszym małym pokojem będzie tyle roboty; zrywanie ścian do zera, szpachlowanie, szlifowanie, mycie ścian i na końcu dopiero upragnione malowanie. Mamy o tyle dobrze, że teść to złota rączka i nam wszystko ładnie pięknie zrobił <3. Teraz pozostaje Nam czekać za meblami...;) 
A tak poza... Dalej walczę z moją nieidealną figurą, raz z lepszym efektem raz z gorszym. Ten rok dla odchudzania był stosunkowo ciężki, bo ciągle natrafiały się jakieś imprezy, ślub, urodzinki, kolejne urodzinki. A to wizyta u teściowej, bo upiekła coś dobrego, przywoziła nam do domu... i tak miałam pod górkę. Teraz kiedy moja waga pokazała mi to na co od dawna oczekiwałam to teściowa zrobiła pączki i pewnie znów wszystko pójdzie w cholerę, ale nic... jutro to wybiegam.
Dawno mnie tutaj nie było, więc skrócę niechronologicznie parę rzeczy fotkami.



Z naszej małej sesji narzeczeńskiej :). Zostały nam do tego pięknego dnia jeszcze 32 dni. Praktycznie mamy wszystko dopięte na ostatni guzik. Sala zorganizowana (pozostanie ustalić menu), orkiestra zaklepana, ubrani jesteśmy, goście zaproszenia dostali... Obrączki już też oczekują...!

A po rowerze trochę opalania, Lato nam w tym roku niestety nie sprzyja, więc trzeba korzystać chociaż z sztucznego słońca. Muszę trzymać opaleniznę do wesela.

A tutaj zdjęcie z maja, byliśmy na pięćdziesięcioleciu mojej podstawówki.

10 czerwiec- wesele kuzynki. Narzeczony, brat, babcia i ja ;-)


Jak to bywa pod koniec roku szkolnego zaczynają się luzy, więc taki oto mały wypad do galerii.


Opalania ciąg dalszy. 


Spacer po lesie.

W końcu wypróbowałam plecak na rower- od razu podróż stała się lepsza, jestem ciekawa jak sprawdzi się przy bieganiu, bo w tej kwestii dalej zakładam nerkę i biorę bidon.

Przygotowana na nowy rok szkolny!:) 

A tutaj mam najlepszego narzeczonego na świecie... Zestaw do placuszków. Masło orzechowe i syrop klonowy- MNIAMI! A woda kokosowa to najgorsza rzecz jaką mogłabym kiedykolwiek próbować- nie polecam.


A to mała zapowiedź naszego 'nowego-starego' gniazdka. Szarość króluje...;-)

Dieta u teściowej tak bardzo....:) A byłam mierzyć suknie ślubną po zwężeniu i od tamtej pory znowu zrzuciłam troszkę, więc zostawiamy poprawki na ostatni termin, jak to panie w salonie powiedziały 'może schudnie, może przytyje' na co moja teściowa 'ona na pewno nie przytyje' ... a potem funduje mi takie pyszności ;) Będę teraz musiała cały miesiąc biegać, żeby to zrzucić, do wesela totalny detoks! :))


A żeby nie było, zdrowo też się odżywiam (w dalszym ciągu :)). Po bieganiu kurczak, warzywa 
i makaron.

A tutaj kiedyś przed imprezką...;)

Na dzisiaj to wszystko, zajrzę tutaj pewnie pod koniec przyszłego tygodnia z nowym postem, żeby zaprezentować dalszą część pokoju! :)
Ściskam!:)

wtorek, 27 października 2015

066. Mijające dni...

Ostatnio mam wrażenie, że tygodnie dosłownie przelatują mi przez palce... Siedzę w szkole, jest poniedziałek a nim się obrócę mamy weekend, i znowu nowy tydzień. Z jednej strony ciesze się, że ten czas tak szybko leci- mówię sobie, że byle do grudnia, a od września będę już żoną :D. Tak jak to bywa są plusy i minusy. Ostatnio wracam do domu między 17-18, nim zjem obiad, zrobię trening... robi się 19 i nawet nie mam kiedy iść pobiegać :x. Pocieszam się faktem, że jutro tylko do 12:55, więc po 14 będę, w domku, i cały dzień dla mnie... (a raczej na naukę...) . Te dwa wolne cudowne dni minęły mi zdecydowanie na szybko, nawet nie nacieszyłam się dobrze obecnością Narzeczonego ^^.

...chociaż na bieżni uda mi się od czasu, do czasu pobiegać...;) W zeszłym tygodniu poszłam na bieganko tylko dwa razy, więc ogólnie bez szalu. Mamy już wtorek a ja jeszcze nie zdążyłam się wybiegać. Mam nadzieje, że jutro w związku, z faktem, że mam więcej czasu uda mi się coś zorganizować. Muszę przyznać, że po bieganiu czuje się sto razy lepiej. Teraz wagowo na wadze mam dwa kilo więcej i czuje się FATALNIE (chwalę tylko Pana, że ubrania dalej noszę XS-S). Trzeba się brać za siebie. Ostatnio mam straszną SŁABOŚĆ do JEDZENIA. Tragedia....

Weekend na szczęście okazał się miły i słoneczny...;)) Ogólnie w mojej wielkiej miejscowości SZAŁU NIE MA, więc zrobiliśmy z narzeczonym rundkę po intermarche, pepco, tesco i biedronce... Grunt to dobra rozrywka... W sumie to udało nam się kupić płaszcz dla lubego na zimę, to można powiedzieć, że nie jest źle. A w niedziele musieliśmy pojechać do Leszna, na galerię kupić mi ładowarkę do telefonu- umarła już trzecia. Stwierdziłam, że zostajemy u niego, i mogłam sobie pozwolić na luksus spania do 6 :D.

Smuteczek. Jadę do szkoły.

Smuteczek x2. Po 8 godzinach w szkole, a w tym 6 liczeniu recept :p.

Dobrze wiedzieć, że ktoś jest szczęśliwy ;-). 

Na dzisiaj tyle, lecę dalej do książek, bo jutro jeszcze czeka mnie zaliczenie z anatomii! :) Buziaki!

środa, 21 października 2015

065.

Znowu mijają dni, a u mnie poza ciszą nic się nie dzieje... Przyznam się szczerze, że po całym dniu, tygodniu jestem taka wymęczona, że nie mam już siły na nic... Weekendy jak sami wiecie mijają w mgnieniu oka, zdecydowanie za szybko :(. W dalszym ciągu jak wiadomo chodzę do szkoły, zajęcia mam niby tylko do 15-16, ale nim złapie autobus, wsiądę, dojadę do domu to robi się 17. Wiadomo wykonuję trening coś zjem i muszę się uczyć. Nawet jakoś nie miałam weny i siły na bieganie, dopiero zmobilizowałam się w tym tygodniu i poszłam dwa razy- od momentu kiedy wybiegłam z domu dostałam plus 10 do siły, poczułam się mega zrelaksowana. Przebiegłam tylko pięć kilometrów, ale taki mały wyczyn a jak cieszy ;)). Mieliśmy z narzeczonym gości w weekend, więc miałam co spalać!


Weekend przeminął i trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości :) W sumie to muszę przyznać, że wolę mieć taki natłok zajęć niż narzekać na brak zajęcia- czuje się wtedy lepiej zorganizowana.



A tutaj krótka przerwa i jak wiadomo- selfie musi być. Dzisiejszy cały dzień spędzony w szkole, ale szybko zleciało. Mieliśmy komputerowe wspomaganie zawodowe a potem anatomię, którą w dodatku bardzo lubię :-). 
Pochwałę się jeszcze, że dostałam od znajomego dynię (jak wtargałam je na drugie piętro to nawet nie miałam siły już myśleć o treningu:D) 


Było cieżko!! A takie cuda powstały:


Pyszne były, z dodatkiem kardamonu, cynamonu i kurkumy :)) 


Ostatnio mam wrażenie, że jem za dwóch i ciągle bym coś jadła, ale masa się trzyma!! Jak to gdzieś widziałam bluzę: deszcz może spaść, ale masa nie ;)


Ha! A tak prezentuje się mój pitbull Nensi, w nowym wdzianku! Przemek stał nade mną i krzyczał: "tylko nie różowe, smycz wystarczy" ;D Ech... W sumie nasz pies to brudas i różowe tak czy siak zrobiłoby się czarne. Jak jest kałuża to nie przeskoczy tylko bezczelnie w nią wchodzi. (A kąpać to się potem też nie chce...)
I tym pozytywnym akcentem powoli będę kończyć :) Już leżę w łóżku szczęśliwa, że budzik z 5:30 został przestawiony na 6:45, gdyż jutro jadę autobusem o 9:50. Planuje rano się jeszcze pouczyć. W sumie moja radość nie potrwa długo... W poniedziałek muszę zwlec się już przed 5, i lecieć na autobus, który odjeżdża o 6:05. Br. W każdym razie... Do następnego! Ściskam :*